W sobotę, 12 października w licznym gronie pożegnaliśmy na Cmentarzu Centralnym w naszym mieście śp. Krzysztofa Adamskiego. Odszedł do wieczności w 74. roku życia. Posługę sprawował prezb. Dominik Jaworski, pastor, a od ostatniego Synodu, członek Prezydium Naczelnej Rady Kościoła. W biogramie posłużył się m.in. moją rozmową, którą przeprowadziłem z Krzysztofem z okazji 60. urodzin, a więc kilkanaście lat temu, zatytułowaną Ze śmierci do życia. Niektórzy z moich ojców wiary mówili, że świadectwa "pracują", więc z tą nadzieją zamieszczam wspomniany tekst. Niech pracuje!
9 maja obchodził swoje 60. urodziny Krzysztof Adamski, który przyjął chrzest wiary 10 listopada 1991 roku i od tej chwili wiernie pielgrzymuje jako świadomy chrześcijanin, który dokonał wyboru w odpowiedzi na okazaną mu przez Chrystusa Pana łaskę zbawienia. Jego biografia jest wyjątkowo ciekawa, w tym tekście pojawią się tylko nieliczne, ale ważne zdarzenia. Oto krótka rozmowa z okazji Jubileuszu.
Zainteresowałem się Bogiem, bo moja żona Jadwiga i córka Gosia zaczęły wcześniej uczęszczać do Zboru.
Kolejny krok na tej drodze to spotkanie w domu braterstwa Misiaków, to moje szwagrostwo, w którym uczestniczyli także Jolanta i Wiesław Kmieciowie z Betanii. Pojawiło się więc zaproszenie na nabożeństwo.
Nie było to niedzielne nabożeństwo, lecz trzy weekendowe, w tym i niedzielne, spotkanie ewangelizacyjne, choć wtedy do końca nie rozumiałem tego słowa. Ewangelistą był prezb. Mirosław Milewski ze Słupska, dziś pastor Zboru polonijnego w Montrealu. Wtedy się nawróciłem i niebawem przyjąłem chrzest wiary wraz z żoną i córką Małgorzatą.
Po czterech latach wyjechałem do Niemiec, by wykonywać przede wszystkim tynki gipsowe. Byłem niedożywiony, przemęczony i 28 sierpnia 1995 roku spadłem z rusztowania z wysokości II piętra, uderzając głową w betonową posadzkę.
Znalazłem się w stanie śmierci klinicznej i wróciłem do życia w kostnicy szpitalnej z roztrzaskaną głową. Otulony byłem białym prześcieradłem, przy palcu prawej nogi miałem karteczkę z numerem 3212. Kiedy odchyliłem prześcieradło, obsługa przeżyła szok, wpadła w panikę i zwołane konsylium lekarskie natychmiast nakazało przewieźć mnie na blok operacyjny.
Nie bardzo chciałem wracać do życia, bo odczuwałem nadprzyrodzony pokój i nie chciałem tego stanu stracić. Po różnych zabiegach, zapytany, wyraziłem zgodę na operację, a trzeba było przeprowadzić trepanację czaszki i inne zabiegi, były one tak naturalistyczne, że szczegóły pominę. Znowu znalazłem się w śmierci klinicznej i tym razem z tych samych powodów nie chciałem wracać do życia.
Wróciłem jednak, choć nie odzyskałem smaku i powonienia. Nie byłem w stanie jeść tortu, bo wydawał się bezsmakową mamałygą.
Byłem na Kongresie Kościoła w Zaniemyślu w 2000 roku i na zachętę prezb. Marka Tomczyńskiego wyszedłem do przodu z prośbą, aby dzięki Chrystusowi Panu został przywrócony mi smak i węch. Już wieczorem delektowałem się pomidorem posypywanym solą. Wróciło mi powonienie. Z radością wszystkim o tym świadczyłem, a pierwszymi moimi rozmówcami byli Mariola i Marek Kozłowscy, bo prezb. Marek stał na czele Kongresu.
Przeszedłem różne specjalistyczne badania, a jeden z lekarzy powiedział mi, że po takim wypadku mam zregenerowany mózg niczym noworodek.
Wykonywałem w dalszym ciągu, w kraju, tynki gipsowe i raz skradziono mi specjalistyczną, niemiecką maszynę. Pan Bóg tak tą sprawą pokierował, a prosiłem o modlitwę cały Zbór, że złodzieje w odpowiedzi na moje ogłoszenie w prasie, zaproponowali mi kupno mojej własności. Odzyskałem więc maszynę a złodziejom w sądzie przebaczyłem i nawet nie interesowałem się prawomocnym wyrokiem.
Wykonywałem w Kościele różne prace budowlane, pomagałem żonie w kuchni, bo przez dziesięć lat jako wolontariuszka w ten sposób usługiwała.
Moim ulubionym wersetem Pisma Świętego jest Słowo Pana Jezusa, które brzmi: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie. (J 14,6). Lubię śpiewać pieśń nr 1 ze Śpiewnika Pielgrzyma Alleluja, chwalcie Pana i refren Błogosławić Cię chcę, a gdy odczuwam potrzebę relaksu, pracuję na działce i spaceruję po lesie. I tak biegnie moje skromne pod względem finansowym życie rencisty. Chcę moje życie zakończyć w wierności mojemu Zbawicielowi.
Rozmowę zakończyłem tak: Niech Wszechmogący Bóg w dalszy ciągu ma Ciebie w opiece, a Pan Jezus w dalszym ciągu Tobie błogosławi. Dziękujemy za dobro wyświadczone "wszystkim, a szczególnie domownikom wiary", a w tej grupie jest Twój rozmówca, któremu dobrze się mieszka w wyremontowanym również przez Ciebie domku.
***
Wybrana Pani! Niech jeszcze raz zabrzmi Słowo odzwierciedlające pielgrzymkę Krzysztofa: Byłeś wierny aż do końca, a otrzymałeś koronę życia. (por. Ap 2,10). Niech i to świadectwo pracuje!
Pokój Tobie! Niech pokój Boży ogarnia Jadwigę, Jego Małżonkę, ich bliższą i dalszą Rodzinę: Bo pokojem Pan! Zaufaj całkiem Mu! On dobrze wie, jak Cię prowadzić tu.
bp senior Mieczysław