14 marca 2025

Listy do Wybranej Pani - List Sto Osiemdziesiąty Ósmy

Miałem zamiar zacząć od końcówki poprzedniego listu, ale do końca nie miałem pewności, czy sygnał o śmierci chrzciciela zrobi na Tobie tak duże wrażenie. Wróciły jednak nasze wspomnienia z lat siedemdziesiątych i dlatego wrócę do nich znowu... na końcu listu. Najpierw chcę powtórzyć, że Ludmiła i Edward Kowalińscy mieli trzech synów, którzy są albo byli pastorami (Edward junior nie tak dawno złożył urząd ze względów zdrowotnych). A skoro zamieściłem chrzcielne zdjęcie Henryka, postanowiłem zatem przywołać całą trójkę, nie wspominając wieku, lecz chrzcicieli, datę i miejsce uroczystości. 

 

Daniel, dziś pastor w Kamieniu Pomorskim, przyjął chrzest wiary 8 kwietnia 1979 r. w naszej Betanii zanurzony przez prezb. Sergiusza Waszkiewicza, członka władz zwierzchnich Kościoła, długoletniego pastora Zboru w Gdańsku. Daniel, na wspólnym zdjęciu, najwyższy spośród katechumenów, na tle szczecińskiego baptysterium. Na drugim ujęciu już w baptysterium, chwilę przed zanurzeniem przez swego chrzciciela.

Z kolei Edward, następca swego ojca, też Edwarda, pastora, przyjął chrzest wiary 6 czerwca 1981 r., będąc zanurzony przez prezb. Aleksandra Rapanowicza, pastora naszej Betanii.

  

By zadośćuczynić tak przyjętej chronologii, zamieszczę raz jeszcze zdjęcie chrzcielne Henryka,  pastora Betezdy Szczecin, który, jak już wiesz z poprzedniego listu, przyjął chrzest wiary 27 czerwca 1982 r. w Łobzie, w plenerze, a o innych okolicznościach nie będę pisać, bo znasz je z ostatniego przesłania. 

A skoro pojawia się plener i unosząca się od poprzedniego listu śmierć chrzciciela, chcę napisać, że rzecz miała miejsce 24 czerwca 1973 r. a dotyczyła prezb. Aleksandra Kuca, długoletniego wiceprezesa Rady Zjednoczonego Kościoła Ewangelicznego. Oto fragment dość długiego wspomnienia autorstwa M. Kw. (Mieczysława Kwietnia, zastępcy redaktora Naczelnego m. Chrześcijanin), który napisał, że zdarzenie miało miejsce na brzegu Soły w Rajsku k. Oświęcimia przy niesprzyjającej pogodzie i mżącym drobnym deszczu. Gdy chrzciciel miał zanurzyć trzecią osobę "brat Kuc przerwał uroczystość, wyszedł z wody, postąpił kilka kroków i znieruchomiał. Bracia  podbiegli do Niego, by mu pomóc; Brat Kuc  coś mówił jednakże nie mogli zrozumieć Jego słów". Nie była to chwilowa niedyspozycja,  więc "przewieziono Brata Kuca do szpitala  odległego około 1 kilometra ( ... ) Brat  Kuc zmarł w niecałą godzinę  po przewiezieniu do szpitala". Jak masz możliwość, zajrzyj do miesięcznika (1973, nr 11, s. 16 -17).

I to by było na tyle, choć wewnętrznie nie rozstaję się z okolicznościami związanymi z chrztami wiary. Jak zachęcisz, gotowy jestem wrócić w następnym liście, co daj Panie Boże! A jeśli nie dasz, to też dasz!

Wybrana Pani! Kto uwierzy i zostanie ochrzczony, będzie zbawiony... (BE, Mk16,16).

Pokój Tobie! Jeśli jeszcze pamiętasz, zanuć pieśń: W mojej pamięci na zawsze się wrył, Cudny, wspaniały ten dzień, Gdy na rozdrożu, w ciemnościach, bez sił, Zbawcę znalazłem wśród mgieł.

bp senior Mieczysław