Trochę czasu minęło od ostatniego listu, w którym zapowiedziałem powrót do telefonu od Asi, mej (naszej) wnuczki, czwartoklasistki, córeczki Weroniki i Szczepana, która miała ciekawe zadanie domowe z historii i potrzebowała pomocy. Chodziło o genealogię, rodowód. Najpierw byłem spokojny, bo od razu pojawił się dziadek, ojciec mamy, oraz dwie jej siostry, Helena i Olga, bo to grono pamiętałem z dzieciństwa i młodzieńczych lat.


Wspomniany stan szybko minął i padł na mnie blady strach, bo uświadomiłem sobie, że nie jestem w stanie przywołać nikogo z linii taty Władysława. Uruchomiłem wszystkie potencjalne źródła, świadomy będąc ich skromności. Nie pamiętałem nawet, że na początku marca 2006 roku Edward, mój starszy o trzynaście lat brat (nawet do rymu), którego nie dawno pożegnaliśmy, przesłał mi swoje opracowanie. Zatelefonowałem też do Marysi, mej o cztery lata starszej siostry, która pamiętała o tej pracy Edwarda. Postanowiłem zatem przewertować wszystkie rękopisy, a jest ich sporo, i ku niesamowitej radości dotrzeć do nawet słownego i graficznego opracowania. Zadośćuczyniłem zatem prośbie Asi, podając, że jej dziadkiem jest Mieczysław, czyli ja, pradziadkiem Władysław. prapradziadkiem Jan. a praprapradziadkiem Maciej. Może jeszcze z dozą humoru dodam, że żoną Jana była Franciszka z domu Siomucha, choć nie pamiętam żartów w gronie rodzinnym z jej panieńskiego nazwiska. Zmieniając ton, chcę napisać, że zawsze pamiętam, że w Wigilię 1969 roku o godz. 12,15 Tata odszedł do wieczności. Grób moich Rodziców znajduje się na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie.

Tegoroczne święta Narodzenia Pańskiego były wyjątkowe chociażby z tego powodu, że z Danusią nie braliśmy udziału w przygotowaniach. Mieliśmy wszystko gotowe. Wigilię spędziliśmy w Stargardzie w domu Magdy i Jacka, byliśmy na nabożeństwie w wymienionym mieście, a potem na rodzinnym świątecznym obiedzie w tym samym miejscu. Wszystko przygotowały nasze kochane panie, a mianowicie, Magda, Weronika, Gosia z pomocą swych mężów i dzieci oraz przejętych swą rolą naszych wnucząt. Nie wynikało to z naszego lenistwa, lecz moich ograniczeń, a do tego grona dołączyła też Danusia. Na szczęście nie trwało to długo i dziś dołączyła do ostrożnych sił.

Załączam moje zdjęcie zrobione u fotografa na początku mijającego roku, gdy ubiegałem się o przedłużenie ważności mego prawa jazdy, którym dysponowałem od lipca 1965 roku. Zostało ono prolongowane tylko na pół roku. Po nowym roku, zgodnie z zaleceniem, mam zamiar poddać się zabiegowi usunięcia zaćmy. Życie bez samochodu, gdy się zbliżam do mojej lutowej osiemdziesiątki, jest dość trudne, szczególnie przy koniecznych przemieszczeniach związanych z zakupami, choć doświadczam pomocy ze strony rodziny i zborowników. Zdjęcie umieściłem na tle tomów Prymasowskiej Serii Biblijnej z Oficyny Wydawniczej "Vocatio" i sam pstryknąłem.
Wybrana Pani! Zanućmy razem hymn naszej młodości: O, jakże kocham Twój, Najświętszy, Boże, Dom.
Pokój Tobie! Plan Pana trwa na wieki, Zamysły serca jego z pokolenia w pokolenie. (Ps 33,11).
bp senior Mieczysław