Mijają prawie dwa miesiące od mojej OSIEMDZIESIĄTKI. Już w lutym chciałem napisać jeszcze jeden list, ale różne okoliczności spowodowały, na przykład operacyjne usunięcie zaćmy z prawego oka (z lewym muszę jeszcze trochę poczekać), że dopiero teraz wracam do wcześniejszego zamiaru. Odżył on na kwietniowym spotkaniu naszej grupy pokoleniowej 70 +. Nim coś napiszę, najpierw zamieszczę zdjęcie wyświetlone na dużym ekranie przez Pawła Jończyka, co było miłą niespodzianką.
|
Tę kompozycję umieścili na Facebooku Weronika i Szczepan, nasi kochani warszawiacy. Oto moje zwięzłe refleksje. Zacznę od pierwszej fotki i proszę, byś się jej dokładnie przyjrzała Nie jestem jeszcze uczniem szkoły podstawowej. Stoję z Finkiem, psem mego dzieciństwa, pod jabłonką, miejscem stałych ujęć. W głębi bielą się pszczele ule. Z Finkiem byłem wyjątkowo związany. Bawiłem się z nim w m.in. w chowanego. Tata był też krawcem, uszył więc małą uprząż i zimą zaprzęgałem pieska, który z radością ciągnął sanki. Kiedy leżał lekko utwardzony śnieg, jechałem po mamę, która wracała z zakupów i była w połowie dwukilometrowej drogi. Krótko, Finek był wyjątkowym przyjacielem mojego dzieciństwa. Aż pewnego razu przyjechał na urlop chyba Józef, mój najstarszy brat mieszkający w Szczecinie z własnym albo pożyczonym aparatem i rozpoczęła się sesja fotograficzna pod wspomnianą jabłonką. Kiedy ona się zakończyła, ktoś z rodzeństwa zauważył, że Finek został źle ustawiony, to znaczy, przodem do mnie. a tyłem do fotografa. Bardzo mocno to przeżywałem i zacząłem się modlić, by Bóg spowodował obrót psa, wszak On jest wszechmogący. Kiedy dotarło zdjęcie, pojawiła się dziecięca gorycz i żal, że modlitwa nie została wysłuchana. Chyba nawet płakałem, a starsze rodzeństwo wszystko robiło, bym nie stracił przekonania o wszechmocy Boga. Było to tak mocne przeżycie, że krąży ono nadal w rodzinie, znalazło też miejsce w mej autobiografii po kilkudziesięciu latach. Proszę nie rozstawaj się z tym wątkiem, bo do niego jeszcze wrócę.
Pora na zdjęcie środkowe. Jesteśmy w restauracji nad Miedwiem, jeziorem położonym bliżej Stargardu niż Szczecina w gronie rodzinnym - Wragowie i Czajkowie wraz ze zmianami przez zamążpójścia - przy pięknej pogodzie cieszymy się z siedemdziesiątki Danusi. Wiek podaję z małej litery, bo Żona zawsze jest młoda, choć latek nie brakuje. Nie było z nami Emilii, mamy Danusi. bo nas już pożegnała. Bardzo pamiętam tę rodzinną uroczystość, bo byłem po pierwszym zabiegu i nie była to zaćma, lecz choroba, z którą zmagam się od przeszło pięciu lat, jak doskonale o tym wiesz.
I ujęcie ostatnie i krótki komentarz. Przygotowuję zrazy wołowe na któreś święta. Nie będę podawać przepisu, lecz zwrócę uwagę na fartuch z napisem Australia. Nigdy nie za wiele słowa pisanego. Dziś nie wiem, bo nie odnotowałem, czy jest to upominek z mojej miesięcznej wizyty 2007 roku na tym kontynencie, czy też prezent w ramach rewizyty. Powtórzę zatem - nigdy nie za dużo utrwalonych słów, bo pamięć nie tylko z wiekiem bywa zawodna!
Trochę później otrzymałem tę fotografię. Nie była ona prezentowana na spotkaniu pokoleniowym 70+ Jest to dzieło sztucznej inteligencji. W gronie zaufanych przyjaciół z którymi można się pośmiać, żartowałem, że po prawie osiemdziesięciu latach moja modlitwa została wysłuchana. Finek został właściwie obrócony. To trochę ironia z zafascynowanych tymi możliwościami, którzy nie chcą pamiętać, że na bliższym lub dalszym planie są ludzie ze swoimi predyspozycjami w sferze dobra lub zła.
![]() |
Wybrana Pani! Nasze pokoleniowe spotkanie zakończyłem Słowem, że byli też fałszywi prorocy między ludem i trzeba było rozpoznawać co pochodzi z natchnienia Ducha Świętego. ( 2 P, 2, 1).
Pokój Tobie! Byli i może są fałszywi nauczyciele i trzeba zawsze rozpoznawać zgubne nauki i być na baczności. ( 2P, cały list). Pokój Tobie!
bp senior Mieczysław
